sobota, 28 stycznia 2017

Ulf i Bertil - misie po przejściach;)

Ulf i Bertil to teoretycznie misie po przejściach. Teoretycznie bo szramy mają nowe a i przeszłości żadnej za sobą;) Czas tak szybko leci, że ani się obejrzą a będą mieć wspomnienia.

Ulf



Bertil



W czasie choroby Minia zupełnie mi nie szło czytanie. Nie mogłam się nad niczym skupić. Ale zanim Minio zachorował przygotowałam takie małe zestawienie książek, które polecam. Może się komuś przyda.


I słodziak na koniec:)


Bo wiadomo: post bez cukierka to nie post;)

niedziela, 22 stycznia 2017

Koniki morskie

Jeszcze w grudniu powstała cała gromada morskich rumaków. Trafiły do przemiłej osoby mieszkającej za morzem. Czyli morską podróż mają zaliczoną. Choć tak naprawdę to nie wiem czy nie poleciały samolotem. Mam nadzieję, że dzielnie strzegą dobytku nowych właścicieli. I po cichu liczę, że morze też od czasu do czasu zobaczą;)

A oto cała morska załoga:






A co robi reszta kotów kiedy za oknem plucha? 
Pinio obdzwania znajomych;)


A Ludzik rzeźbi sześciopak. Chyba;)

piątek, 20 stycznia 2017

I przyszła zima

Wracamy po długiej przerwie. Nie jest łatwo napisać posta kiedy tak dawno opublikowało się ostatnie słowo. Bloguję już tyle lat a pierwszy raz zdarzyło mi się zrobić tak długą przerwę. Choroba Minia zupełnie zabiła mi zapał do czegokolwiek. A i czasu nie było by zaglądać na bloga. Zresztą, zależy mi na tym by ten blog był bardzo pozytywny. Publikowanie wesołych postów w czasie zmagań z "potworem" byłoby zwykłą hipokryzją. 
A co u Minia? Mam nadzieję, że zaczyna wychodzić na prostą. Aż boję się o tym pisać żeby nie zapeszyć. Ostatnie dni były wyjątkowo dobre. Jeśli ta tendencja się utrzyma to jest szansa, że kolejne badania kontrolne będą lepsze. Bardzo na to liczę. Tymczasem białasek ciągle musi przyjmować leki i suplementy. Bardzo tego nie lubi. A ja się stresuję za każdym razem kiedy muszę mu podać lekarstwo bo wiem, jak dużą przykrość sprawiam mu tym ciągłym wkładaniem kapsułek do buzi. I wreszcie po ponad trzech miesiącach Minio chce jeść. Bywa, że upomina się o jedzenie. Mam taką cichą nadzieje, że walka o każdy gram pokarmu jest za nami. Odpukać...
A oto nasza gwiazda we własnej osobie. Zdjęcie z wczoraj.


Tymczasem zima do nas dotarła. Bardzo łagodna. I niech taka zostanie. Jeszcze tylko trochę śniegu mogłaby podarować. Ale nie będę narzekać. Narzekać mam na co więc na śnieg nie będę;)



Mam nadzieję, że ktoś nas jeszcze pamięta i że wybaczycie nam tak długą nieobecność.
Powoli będę nadrabiać zaległości na Waszych blogach. Czeka mnie trochę czytania i oglądania ale to będzie wielka przyjemność.
A nowymi szydełkowcami pochwalę się w następnym poście.