piątek, 28 czerwca 2013

Zielonomisie

Miętusek



Ole


Aż boję się otworzyć lodówkę, że mi z niej miś wyskoczy;) Misiowo się porobiło.

A oto moje własne, "tymi ręcami" wyhodowane rzodkiewki. 


Są soczyste i ostre jak diabli. Ale to raczej zasługa nasionek nie moja. Rosną już sobie kolejne partie. I inne towary do wypełnienia brzucha też;)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Misiaczków u nas dostatek;)

I znowu te miśki. Ale tym razem z ochrony czyli misie-breloki.



adoptowany




Zaczęłam nowy haft. Tym razem dużo większy. Poprzedni miał 160 x 120, w moim przypadku półkrzyżyków a nowy ma 200 x 280. I przy tej wielkości sprawa się skomplikowała. Wyszywam od górnego lewego rogu a ponieważ nie mam rąk jak inspektor Gadżet musiałam się nagłówkować co tu zrobić żeby się nie męczyć. Żebym w ogóle mogła haftować bo tak to w zasadzie było to niewykonalne. I ostatecznie robię teraz obrazek do góry nogami i od prawego boku. Polak potrafi;) Wam pokaże oczywiście obrazek odwrócony.


Generalnie to zrobiłam błąd, że wybrałam dwa kwiatowe obrazki pod rząd. Ale ponieważ na oba mulinę kupowałam za jednym razem to muszę się trochę pomęczyć z tymi badylami;) Następny obrazek to będzie albo zwierzak albo jakiś widoczek. 

A na zakończenie chciałam pokazać koty budkowe:



Najpierw myślałam, że tylko Minik będzie korzystał z tego dobrodziejstwa. Reszta wcale nie była zainteresowana. 
Ale wczoraj przyłapałam Kachnę na okupowaniu budki. 

czwartek, 20 czerwca 2013

Syrenki po liftingu;)

Wiem, że prawie wszyscy lubią upały. I nawet na nie czekają. My jakoś nie możemy się przekonać do 30 stopni na termometrze. Ale jak się nie ma co się lubi, to się znosi to co daje natura:)))) I nie ma co marudzić tylko trzeba się zebrać w sobie i opublikować nowy post;)
Syrenki mi łaziły po głowie chyba ze dwa lata. Niedawno pokazałam co z tego "łażenia" wyszło. Wzór opracowany i zapisany. Ale żeby tradycji stało się zadość to musiałam coś pozmieniać. I tak oto prezentują się syrenki w najnowszej wersji:

Zuzia




Iten



Lepiej czy gorzej?

Może i żar się leje z nieba ale są truskawki:) O, takie piękne:)))


Jedni marudzą, że gorąco a inni łapią heban;)


Za radą Kaprysi zapisałam się jakiś czas temu do biblioteki. I zawsze wychodzę ze stertą książek pod pachą. A potem czytam nocami, żeby za długo książek nie przetrzymywać. Tym razem byłam rozsądna i wzięłam tylko dwie. Ale łapska mnie świerzbiły, żeby capnąć jeszcze jedną;)



Jest co robić:) 

sobota, 15 czerwca 2013

Misiaczki z naszej paczki:)

Bertranduś



Peleo



Mateuszek


Stefek


Haft wreszcie skończony. Teraz jeszcze trzeba wybrać "paszporta" i można oprawiać. Tylko jak się go wybiera? Może ktoś wie? Dla mnie to czarna magia i póki co wydaje mi się to trudniejsze od samego haftowania.


I rzadki widok na naszym podwórku. Niestety. Minik na spacery nie chce wychodzić. Tym razem został wyniesiony na rękach. I nawet ze dwadzieścia minut posiedział pod dzikim bzem. A potem oczywiście biegiem wrócił do domu.


Koty są dziwne;)

niedziela, 9 czerwca 2013

Krista i Różyczka

Krista

adoptowana


Różyczka 



W zeszłym roku zaszczyciła nas swoją obecnością ropucha Iga. Albo się wyprowadziła albo zaangażowała w jakąś tajną akcję i jeszcze się nie ujawniła. Za to w ogródku warzywnym zamieszkała Igella. 
O, taka ładna:



środa, 5 czerwca 2013

Trąbimy przeciw cyrkom!

8 czerwca 2013 - Dzień Cyrku BEZ Zwierząt!


Więcej informacji można znaleźć tu:

http://cyrkbezzwierzat.wordpress.com/

https://www.facebook.com/events/338731669587015/?ref=ts&fref=ts

http://empatia.pl/str.php?dz=4

Jesteśmy dumne, że nigdy nie byłyśmy w cyrku. I nigdy nie będziemy. Przerażające, że w niby cywilizowanym świecie, zwierzęta są tak jawnie torturowane i dręczone. W głowie mi się nie mieści, że ludzie płacą za to by na te cierpiące stworzenia patrzeć. Dla rozrywki:(((

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Był sobie weekend...

Pogoda była w kratkę. Raz słońce, raz deszcz. A zdarzył się i grad. Ale w związku z tym, że miałyśmy gości i można było rozegrać kilka scrabblowych partyjek, pogoda była nam niestraszna;)


I jak zawsze byłam pierwsza. Od końca;))) 
Pozdrawiam Wilddzikową ekipę scrabblową bo początek tego wpisu jest mocno, a nawet bardzo mocno zainspirowany postem z "Domku dla kotów i ludzi" :)))

Jeden z naszych gości systematycznie uprawiał jogging i relaksował się na trawce.


W damskim towarzystwie oczywiście;)


Moje krosno zostało lekko zmodyfikowane i teraz dużo łatwiej się haftuje.


A skoro o krośnie mowa to pokażę postępy w hafcie:


Nie mogło też zabraknąć przyjemności kulinarnych. Jeśli trudno jest kupić majonez który się jada to co się robi? Robi się go samemu;) I to właśnie zrobiłyśmy. No dobra, jedna zrobiła. Nie ja;) 
Jak już jest gotowy majonez to trzeba zrobić czary-mary i jest pyszna sałatka:


Nie tylko się obijaliśmy oczywiście. Tata zrobił ogrodzenie do mojego warzywnego ogródka. I choć ogrodzenie jest super to fot nie będzie żeby nie było widać jaką jestem dyletantką w kwestii uprawy warzyw;) Przesadziłyśmy kwiatki i uporządkowałyśmy cześć miskantów bo trudno się dookoła nich kosi trawę i trzeba to robić ręcznie. Generalnie odbywały się u nas roboty ziemne;)

Tradycyjnie nie mogłam się oprzeć i zapamiętałam w jpgach przydomową przyrodę:




Szydełka miały wolne i cały weekend przespały;)
A u Was było miło?